Wczoraj (27 września 2017 roku) odbyło się pierwsze czytanie poselskiego projektu Ustawy o Broni i Amunicji. Z mównicy obok wypowiedzi całkiem rozsądnych dało się usłyszeć słowa wprost kuriozalne. Dość wspomnieć o pośle PiS Jarosławie Zielińskim, który stwierdził, że Polacy nie mogą dbać o swoje bezpieczeństwo, ponieważ mamy od tego służby. Trudno o przykład większego oderwania od rzeczywistości, dlatego warto zanotować tę wypowiedź Pana posła.

Celem projektu, co przyznają jego twórcy, jest uporządkowanie prawa w kwestii dostępu do broni. Poseł Tomasz Rzymkowski z Ruchu Kukiz15’ był łaskaw stwierdzić: chcemy legalizacji i normalizacji dostępu do broni  palnej w Polsce; jednocześnie chcemy też wprowadzić nadzór nad tymi osobami, które tę broń już dzisiaj posiadają.

Czyli jak zwykle kontrola nad obywatelami ponad wszystko.

Niestety widać, że przez przyświecający cel, autorzy ustawy zapomnieli, że dalece ważniejsze jest przywrócenie wolności, w takim stopniu, jak jest to możliwe w ramach UE. Proponowana ustawa daje Polakom mniej wolności niż osławiona Dyrektywa Bieńkowskiej, z którą – jako środowisko strzeleckie – tak zaciekle walczyliśmy! Osoby popierające projekt wprost o tym mówią. Jarosław Lewandowski w numerze 9 pisma Strzał pl Pro Libertate stwierdził, że w myśl projektu kryteria dostępu są i tak znacznie ostrzejsze niż w dyrektywie (…) pozwolenie pierwszego kontaktu (…), odpowiada co do zakresu temu, co unijna dyrektywa dopuszcza do posiadania w trybie rejestracji. A więc w tej rzekomo przyjaznej dla środowisk strzeleckich propozycji kryteria dostępu są i tak znacznie ostrzejsze niż w dyrektywie osławionej pani Bieńkowskiej!

Proponowana przez “antysystemowy” Ruch Kukiz15’ ustawa jest w wielu aspektach lepsza od obecnie obowiązującej. Tym niemniej jego autorzy drepczą w miejscu nie wykorzystując możliwości jakie daje nam (tak reglamentacyjne przecież) unijne prawo. W kilku miejscach projektodawcy uczynili krok wstecz w stosunku do obowiązującego prawa, co uważamy za ogromny błąd.

Propozycje zmian promowane przez Fundację Ad Arma są szeroko znane również pośród osób zasiadających w Sejmie. W rozmowach przyznają nam wielokrotnie rację. Pozostaje pytanie czy znajdą w sobie tyle odwagi by rzeczywiście przywrócić nam Praktyczne Prawo do Życia.

Aż się ciśnie pod klawiaturę: miś na miarę naszych…, no właśnie poniżej naszych możliwości. Jest to towar drugiej kategorii w opakowaniu zastępczym. Jak za PRL.

Kiedy w końcu politycy zaczną być odważni nie tylko w gębie, ale również w proponowanych zmianach prawnych?