Podczas niedawnego spotkania na temat osławionej „dyrektywy Bieńkowskiej” pani europoseł Anna Fotyga raczyła powiedzieć, że rząd polski i partia rządząca jest przeciw projektowi ograniczeń proponowanych przez EU. Jednak kompromis wypracowany w 2016 roku w tym temacie jest jej zdaniem dobry i jako taki nie powinien być ruszany, ponieważ mogło być gorzej. Jest to klasyczny przykład niszczenia wolności w trakcie rzekomego jej bronienia.

            Otóż kompromis nie polega na tym, że ktoś zabierze mi mniej niż sugerował. Prawdziwy kompromis jest wtedy, gdy nasze prawa pozostaną nietknięte i – niestety – nie poszerzone. To jest spotkanie się pośrodku oczekiwań stron. Nie może być zgody na kolejne odcinanie metodą salami naszych wolności przez partie rzekomo konserwatywne/patriotyczne, z komentarzem, że to był dobry kompromis.

            W sprawie praktycznego prawa do życia sytuacja jest prosta. Bez względu na to jak brzmi prawo stanowione KAŻDY ma prawo do obrony własnego życia przy użyciu współczesnych mu narzędzi do tego służących. Jedyne co może godziwie ustawodawca, to rozpoznać nasze prawo do obrony życia. Nie może nam go nadać, oraz nie może nam go odebrać, ponieważ nie leży to w jego kompetencji.

            Rozumiejąc jednak, że nie od razu Kraków zbudowano jesteśmy gotowi do kompromisu w tej kwestii. Jednak podstawą jakiegokolwiek kompromisu jest niepogorszenie aktualnego stanu prawnego. Jest to warunek nienegocjowalny. Kolejnym warunkiem jest powszechność ułatwień. Stąd jako przedstawiciel Fundacji Ad Arma, jak również prywatnie, zawsze będę przeciwko pomysłom, by poszerzyć dostęp do broni „na początek” dla osób ze służb mundurowych. Poza swymi obowiązkami na służbie społeczeństwa niczym się takie osoby od nas nie różnią i nie mogą mieć przywilejów. Jeśli te pomysły weszłyby w życie to budzimy się w państwie totalitarnym. W PRL „służby” też miały ułatwiony dostęp do broni, zaś niewolnikom groziła za jej posiadania kara śmierci. Chyba nie jest to kierunek do którego ma zmierzać wolna rzekomo Polska?

            Spowalnianie zniewolenia narodów europy nie jest interesującą propozycją. Nie jest też żadną alternatywą dla lewicowych pomysłów zniszczenia tradycji i własności. Tak jak zmniejszenie gazu przy gotowaniu żaby nie jest aktem miłosierdzia tylko wyrachowanym pozbawianiem jej życia. Dlatego należy rozliczać polityków z działań, a nie z deklaracji.

            Jak zatem mógłby wyglądać kompromis? Przykłady można by mnożyć. Jednym z rozwiązań mogłoby być przesunięcie granicy broni historycznej do roku 1900. Jest to zgodne z normami międzynarodowymi i w niczym nie narusza dyrektyw unijnych. Jaki byłby skutek takiego rozwiązania? Ze szczerym sercem dyplomacja Polska mogłaby wskazywać na pełne dostosowanie polskiego prawa do sławetnych norm unijnych, a my Polacy mielibyśmy powszechny dostęp do rewolwerów centralnego zapłonu na współczesną amunicję, oraz strzelb powtarzalnych. Jest to tylko przykład jednak wskazuje ile można zrobić jeśli jest chęć i wola polityczna.

 

Jacek Hoga