Wojska Obrony Terytorialnej mają na dzień dzisiejszy około 8 tysięcy żołnierzy, w tym ponad tysiąc zawodowych. Optymiści twierdzą, że MON-owi uda się dobić do 17 tysięcy. Dobrze by było.
Wielokrotnie wskazywaliśmy na problemy występujące w programie szkoleniowym. Braku realnych działań w celu zapewnienia broni przeciwpancernej, innych środków technicznych. Wskazywaliśmy na błędne struktury.
Niestety kadencja pierwszego dowódcy powoli przekroczyła połowę, natomiast realizacja planów związanych z WOT jest daleko w tyle.
Czas mija, plany się zmieniają, tylko gotowość bojowa jak była odległa o kilka lat, tak jest nadal. I pomyśleć, że w tym samym czasie od odzyskania niepodległości nasi dziadowie byli wstanie stworzyć milionową armię i wygrać kilka wojen (powstania antyniemieckie, walki z Litwinami, wojna w Galicji Wschodniej, wojna bolszewicka). My za to mamy procedury i po kilkunastu gestorów do wyboru jednego rodzaju sprzętu.
Nie piszemy tego z radością. Niestety realna siła militarna Polski nie wzrasta. Bezpieczeństwo założone na rok 2030 to za mało.

Bez zmian systemowych nie zmieni się nic. To nie jest kwestia Tej czy innej osoby. To kwestia szanownych komisji. Należy odejść od systemu podejmowania decyzji w sposób komisyjny po licznych i obowiązkowych konsultacjach tak jak wskazywaliśmy w jednym z filmików Ad Arma. Po pierwsze należy przywrócić odpowiedzialność osobistą. Decydentem musi być osoba, nie zaś komisja. Zasada ta sprawdza się w wojsku od tysięcy lat chyba już starczy tych prób zawracania Wisły kijem.

Jak mawiają Niemcy Wielbłąd to koń stworzony przez komisję. Jeśli chcemy by reforma Wojska Polskiego była skuteczna zacznijmy od zmiany systemu. Ludzie są odpowiedzialni komisje z definicji nie.