W USA ukazał się raport, którego uważna lektura wyjaśnia przyczyny problemów w Wojsku Polskim oraz trudności przy modernizacji naszego sprzętu wojskowego. Jego główne tezy przedstawiła Fundacja Ad Arma.

Amerykański think-tank RAND Corporation, z którego dorobku korzysta rząd USA, opublikował raport What Provokes Putin’s Russia? Deterring Without Unintended Escalation (Co prowokuję Rosję Putina? Odstraszanie bez niezamierzonej eskalacji). Celem publikacji jest określenie działań NATO, które mogą sprowokować Federację Rosyjską do zdecydowanej reakcji.

“Raport, pomimo tego że mówi o działaniach NATO jako całości, pisany jest z punktu widzenia interesu politycznego USA. Aby zrozumieć co wnioski z tej publikacji oznaczają dla nas, trzeba spojrzeć na tę publikację nie z amerykańskiej ale z polskiej perspektywy. To kluczowe dla zrozumienia tego, co dzieje się w Siłach Zbrojnych RP i w jaki sposób zmienia się strategia obronna Polski na przestrzeni ostatnich 25 lat” – mówi Jacek Hoga, prezes Fundacji Ad Arma.

Autorzy raportu zauważają, że w relacjach NATO z Federacją Rosyjską na terenie Europy ważne jest rozpoznanie i utrzymywanie polityki “odstraszania bez prowokowania”. Taka polityka wymaga zrozumienia i zdefiniowania tzw. “czerwonych linii” (“redlines”), których przekroczenie może doprowadzić kierownictwo Federacji Rosyjskiej do decyzji o zdecydowanej reakcji.

RAND Corporation wskazuje na cztery takie “czerwone linie”: 1) wzmocnienie NATO, 2) zakłócenie równowagi sił, 3) zagrożenie dla rosyjskiego reżimu oraz 4) utrata wpływu w “bliskiej zagranicy”. Obszary tych “redlines” mogą się pokrywać.

“Na nieprzekraczaniu tych czerwonych linii opiera się polityka USA wobec Europy Wschodniej. Jednocześnie trzy z czterech wskazanych w raporcie “redlines” stanowią strategiczny interes Polski” – zauważa Jacek Hoga. “Rozbudowa polskiej armii i modernizacja polskiego sprzętu wojskowego stanowią wzmocnienie NATO – to naruszenie pierwszej czerwonej linii. Od kilkudziesięciu lat kierunek rozwoju Wojska Polskiego oraz plany zakupowe i modernizacyjne MON dokonują się w oparciu o zasadę komplementarności. Oznacza to, że Siły Zbrojne RP nie mają stanowić samodzielnej siły a wyłącznie pełnić określone funkcje w ramach NATO. Gdyby Polska odzyskała potencjał do samodzielnej realizacji zadań obronnych, naruszyłoby to równowagę sił – drugą czerwoną linię wskazaną przez Amerykanów. Z punktu widzenia Polski istotne jest również wzmocnienie militarne Litwy, Łotwy i Estonii, gdyż wiąże się to bezpośrednio z bezpieczeństwem naszego kraju. Dla USA byłoby to przekroczenie kolejnej czerwonej linii – utratę przez Rosję wpływów w bliskiej zagranicy. Równocześnie przekroczone zostałyby dwie poprzednie redlines. Tę kwestię widać bardzo wyraźnie w raporcie RAND Corporation” – tłumaczy prezes Fundacji Ad Arma.

W omawianej publikacji RAND zaprezentowano także wnioski z serii gier wojennych. Ich rezultaty wskazują, że siły NATO w Europie Wschodniej są niewystarczające aby odstraszyć Rosję przed agresją oraz aby wesprzeć Litwę, Łotwę i Estonię w razie rosyjskiej agresji. Według szacunków, siły zbrojne Federacji Rosyjskiej zajęłyby stolice państw bałtyckich w 36-60 godzin. W celu zmiany balansu potencjałów na korzyść NATO, w rejon należałoby przemieścić i utrzymać co najmniej 7 brygad ogólnowojskowych (w tym 3 pancerno-zmechanizowanych) wraz z jednostkami wsparcia, w natychmiastowej gotowości do działania. RAND Corporation podkreśla przy tym, że siły te nie byłyby wystarczające do odparcia rosyjskiej agresji lecz jedynie do odstraszania przed nią.

“Takich sił w państwach bałtyckich nie ma i w najbliższej przyszłości nie będzie, gdyż NATO, zgodnie z polityką opisaną w raporcie RAND, nie planuje takiego zaangażowania w tym regionie” – mówi Jacek Hoga. Prezes Fundacji Ad Arma wskazuje jednocześnie na niewykorzystane przez Polskę szanse: “W 1995 roku Polska armia miała 12 dywizji, utrzymywanych w wysokiej gotowości operacyjnej. Jeśli powstrzymalibyśmy degradację wojska to obecnie mielibyśmy największe w Europie, po Rosji, siły zbrojne, które wystarczyłyby do zabezpieczenia kraju oraz projekcji siły na strategicznych kierunkach. Sam fakt ich istnienia zmieniałby rzeczywistość. Niestety nie zmienia, gdyż zamiast budować silną i samodzielną armię polskie elity polityczne zdecydowały, że staniemy się komplementarnym trybikiem w machinie NATO, podporządkowanym interesom politycznym USA. Ostatnie lata przynoszą poważne niepokoje w naszym rejonie świata, takie jak wojna na Ukrainie czy napięcia między Białorusią a Rosją a polska armia nie ma nawet podstawowych zdolności przeciwpancernych i przeciwlotniczych oraz w takich dziedzinach jak np. rozpoznanie. Ich posiadanie oznaczałoby bowiem przekroczenie czerwonych linii wyznaczonych przez Amerykanów. Właśnie to opisano w najnowszym raporcie RAND Corporation, gdy spojrzy się na niego z perspektywy Polski a nie USA” – wyjaśnia Jacek Hoga.

Polecamy Państwa uwadze także videokomentarz Fundacji Ad Arma w tej sprawie: