Logowanie użytkownika

Zarejestruj się

Przekazaliśmy karabin Rolling Block
Upowszechnianie broni w Polsce - te osoby mają kluczowy wpływ
Chcemy przekazać w dobre ręce piękny karabin 357 magnum
Co blokuje Polaków przed posiadaniem broni?
WOS dla dorosłych

Kto w Polsce może zaopatrzyć się w broń?

Jarosław Kaczyński został niedawno zapytany o możliwe zmiany w prawie dotyczące poszerzenia dostępu do broni. “Obawiam się, że w Polsce w broń zaopatrzyłyby się przede wszystkim te środowiska, które bardzo, ale to bardzo zaszkodziłyby tej pozostałej części społeczeństwa” – odpowiedział prezes PiS. Jak mają się te słowa do rzeczywistości?

Od dawna istnieją w Polsce dwa środowiska, które nie mają problemów z zaopatrywaniem się w broń. To bandyci i politycy, którzy co kilka lat wymieniają się na stołkach.

Ci pierwsi z definicji nie przestrzegają prawa, w szczególności ustawy o broni i amunicji. Nie mają potrzeby uzyskiwania pozwoleń na broń i zdawania egzaminów, w trakcie których trzeba wykazać się znajomością kodeksu karnego. Broń, którą posiadają i za pomocą której dokonują przestępstw, mają nielegalnie.

Ci drudzy, dzięki posiadanym wpływom, bez problemu uzyskują broń. Jak wynika z relacji medialnych, od wielu lat pistolet posiada Jarosław Kaczyński. Broń posiadają także liczni posłowie różnych ugrupowań, byli prezydenci, premierzy i ministrowie. Dodatkowo, ich bezpieczeństwa bronią uzbrojeni funkcjonariusze Służby Ochrony Państwa.

Ten stan rzeczy trwa od lat, tak samo jak przy swoich deklaracjach trwają politycy. Jarosława Kaczyńskiego pytano o możliwość poszerzenia dostępu do broni również w 2017 roku. “Pan Prezes zwrócił uwagę na czynniki kulturowe i na to, że nie jesteśmy gotowi” – relacjonowały media. W tym samym czasie on sam posiadał broń. Mieli ją również jego ludzie. Liczby posiadanej broni (w przeliczeniu na 100 mieszkańców) są wielokrotnie wyższe w krajach sąsiadujących z Polską, należących do tego samego kręgu kulturowego.

Kto zatem rzekomo “nie jest gotowy?”

To trzecia, największa część społeczeństwa – uczciwi i praworządni Polacy, którym konsekwentnie odmawia się poszerzenia dostępu do broni i zniechęca się ich do jej posiadania. Od dawna “gotowe” są niemal wszystkie inne narody. Ale nie zwykli Polacy. Oni, zdaniem rządzących nad Wisłą, do broni muszą dopiero dorosnąć.

“Po kilkuletnim obyciu z bronią kolejnych pokoleń młodych Polaków poszerzenie dostępu do niej będzie jak najbardziej możliwe” – deklarował kilka lat temu Antoni Macierewicz. Zamiast posiadania broni na własność, Polacy mają więc, “póki co”, posiadać jedynie umiejętność jej użycia (ciekawe jak długo przed otrzymaniem broni szkolił się Jarosław Kaczyński?) Zdobyciu odpowiednich kompetencji służyć miał m.in. pokazowy projekt “Strzelnica w powiecie”. Efektowna klapa rządu Dobrej Zmiany.

Zdaniem rządu: “projekt jest odpowiedzią na zwiększające się zainteresowanie sportem strzeleckim oraz kwestiami bezpieczeństwa wśród Polaków” a jego celem strategicznym ma być “odbudowa umiejętności strzeleckich”. Projekt był szeroko promowany i reklamowany, czemu towarzyszyło mnóstwo pompatycznych sloganów. Jak się jednak okazało, od początku jego trwania (styczeń 2018) z zapowiadanych 380 obiektów powstał… jeden.

W tym samym czasie partia aktualnie rządząca, ustami niektórych swoich polityków, zapewniała o potrzebie szkolenia strzeleckiego obywateli oraz chęci wprowadzenia pewnych rozwiązań służących promocji strzelectwa. Razem ze stosowaną szeroko patriotyczno-niepodległościową retoryką sprawiało to wrażenie, że politycy autentycznie planują jakąś formę, choćby minimalnego, poszerzenia dostępu do broni. Rzeczywistość pokazuje, że jest to jedynie pijar.

Na przestrzeni minionych kilku lat nie można odnotować żadnej zmiany prawnej lub administracyjnej, która w jakikolwiek sposób poprawiałaby sytuację Polaków w dostępie do broni lub ułatwiała życie strzelcom. Pomijalny statystycznie i marginalny na tle całej populacji kraju wzrost liczby pozwoleń na broń wynika jedynie z entuzjazmu niektórych środowisk strzeleckich i uporu w przełamywaniu biurokracji. Realną, a nie propagandową, odpowiedzią rządu na to zwiększające się (w żółwim tempie) zainteresowanie bronią palną, są trwające aktualnie w MSWiA prace nad jeszcze większym ograniczeniem Polakom dostępu do broni, w tym historycznej broni czarnoprochowej.

Logikę działań rządzących można podsumować krótko – uczciwi obywatele Polski w XXI wieku nie są i nie mogą być gotowi na kontakt nawet z bronią z XIX wieku (a w zasadzie to z jeszcze starszą, gdyż na posiadanie kuszy również wymagane jest w naszym kraju pozwolenie). Dzięki temu monopol na użycie siły nad Wisłą pozostaje w rękach państwa a zwykły człowiek w obliczu napaści, terroru, zamieszek, anarchii, wojny lub nadużywania władzy i prób pozbawienia go jego podstawowych praw, ma pozostać bezbronny. Temu właśnie służy kontrola broni i ograniczenia w dostępie do niej.

Celem Fundacji Ad Arma jest przełamanie tych restrykcji i praca na rzecz wprowadzenia powszechnego prawa do posiadania broni przez Polaków oraz możliwości jej użycia w sytuacji zagrożenia. Wskazujemy, że każdy obywatel powinien mieć możliwość swobodnego dostępu zarówno do współczesnej jak i historycznej broni palnej aby bronić siebie, swoich bliskich lub osób postronnych a także szkolić się w celu poprawiania swoich umiejętności strzeleckich.

Zachęcamy do wsparcia tej działalności, która jest możliwa tylko dzięki pomocy naszych Darczyńców: https://adarma.pl/wesprzyj/

Zamieszki w USA – jaką lekcję może wyciągnąć Polska?

Po śmierci Georga Floyda przez Stany Zjednoczone przetacza się fala zamieszek. Plądrowane są sklepy, wzmagają się napady na prywatne domy, ulice stoją w ogniu. Skala tych wydarzeń jest tak duża, że służby nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa każdemu. Są jednak miejsca, gdzie jest (względnie) spokojnie.

Na licznych nagraniach opublikowanych w internecie widać, jak duże grupy uzbrojonych obywateli pilnują swoich posiadłości a nawet całych osiedli i miasteczek. Wiele osób robi to z inspiracji lokalnych szeryfów i szefów policji, którzy zachęcają uczciwych Amerykanów do ochrony własnych majątków. Jednym z nich jest Grady Judd, szeryf hrabstwa Polk na Florydzie, który swoją funkcję sprawuje od 2005 roku. Gdy zamieszki przybierały na sile, wygłosił on krótką i konkretną odezwę:

“Otrzymaliśmy informacje, że bandy kryminalistów planują przybyć do naszego hrabstwa. Powiem tak: jeśli cenią oni swoje życie, to na ich miejscu lepiej bym tego nie robił. Obywatele hrabstwa Polk lubią broń palną, posiadają broń palną, ja sam ich zresztą zachęcam do uzbrajania się, i dzisiaj wieczorem wszyscy będą u siebie z załadowaną bronią pod ręką. Jeśli spróbujecie włamać się do ich domów, aby kraść lub podkładać ogień, to zgodnie z moim zaleceniem, wykurzą was stamtąd używając tejże broni.”

Według niektórych szacunków, tylko w maju br. sprzedano w Stanach Zjednoczonych blisko 1,7 miliona sztuk broni palnej. To w przeliczeniu na Polskę 170 tyś sztuk broni sprzedanych w miesiąc! Gdy rozpoczęły się zamieszki, wielu Amerykanów, którzy wcześniej nie mieli broni, było już uzbrojonych. To efekt tendencji wzrostowej w sprzedaży broni na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy, spowodowanej zbrojeniem się obywateli z uwagi na niestabilną sytuację w kraju w związku z koronawirusem.

Zamieszki przenoszą się teraz do Europy. Do sieci trafiły już nagrania ukazujące dewastację sklepów w Brukseli, do incydentów doszło też w Londynie i innych stolicach starego kontynentu. Warto przy tej okazji zwrócić uwagę na możliwy rozwój sytuacji w Polsce oraz przygotowanie naszego społeczeństwa na tego typu sytuację kryzysową a także na konflikt o charakterze militarnym.

Gdy w innych częściach świata regularnie dochodzi do zamieszek oraz innego rodzaju niepokojów społecznych, aktów terrorystycznych, szybkiego wzrostu przestępczości czy lokalnych konfliktów zbrojnych, niemal zawsze podkreśla się stabilność sytuacji w Polsce. Przypomina się o jednokulturowym społeczeństwie, w którym nie ma konfliktów na tle rasowym czy religijnym. Zapewnia się także o ścisłym i strategicznym sojuszu w ramach NATO, który ma zapewnić nam bezpieczeństwo.

Aktualne wydarzenia pokazują jak szybko i radykalnie mogą zmienić się warunki, w których żyjemy. Dla zwykłych obywateli pierwszą i często jedyną linią obrony w przypadku kryzysu, zamieszek, przestępczości, szabrownictwa, anarchii lub innych wydarzeń związanych z niestabilnością systemu państwowego, jest dostęp do broni palnej. W tym zakresie Polacy są jednym z najbardziej poszkodowanych i rozbrojonych narodów świata.

Wiele osób zwraca w tej sytuacji uwagę na pozytywny trend, jaki od kilku lat widać w naszym kraju. Rośnie liczba osób posiadających broń sportową i kolekcjonerską, rozwija się strzelectwo sportowe, powstają kolejne kluby i strzelnice. W związku z tym, liczne środowiska strzeleckie bronią obecnego stanu rzeczy, aktualnie obowiązującego w Polsce prawa oraz konieczności uzyskiwania pozwoleń na posiadanie broni. “Przecież nie ma już uznaniowości, wystarczy spełnić kilka prostych warunków i pozwolenie można mieć w kilka miesięcy. Jest dobrze, w czym problem?” – słychać na strzelnicach oraz internetowych grupach dyskusyjnych dotyczących broni.

Jednak przeliczona na Polskę skala sprzedaży w USA w ciągu miesiąca wyraźnie pokazuje, że wzrost liczby pozwoleń od 2012 jest tak mały, że pomijalny statystycznie. To jest praca na jałowym biegu. W ten sposób nie przywrócimy w Polsce praktycznego prawa do życia przez 100 lat i więcej!

Każdy człowiek ma prawo do życia i jego obrony za pomocą współczesnych środków do tego przeznaczonych. W sytuacji poważnego i nagłego kryzysu uzyskanie pozwolenia na broń (lub w ogóle jej zdobycie) będzie w praktyce niemożliwe lub bardzo utrudnione. Tym bardziej, gdy na skutek zagrożenia militarnego lub innego rodzaju destabilizacji, struktury państwa przestaną działać i spełniać swoją funkcję zapewnienia bezpieczeństwa obywatelom.

O tym, że jednak jest możliwy konflikt militarny w naszej części świata mogliśmy przekonać się kilka lat temu obserwując wojnę na Ukrainie i aneksję Krymu. Eskalacji napięć w naszym regionie służy wewnętrzny podział w ramach NATO i wzajemnie sprzeczne interesy jego państw członkowskich. Doświadczenia innych krajów (np. Ukraina, Francja, Niemcy) pokazują również jak łatwo jest przeprowadzić masowe protesty, które rzadko są spontaniczną reakcją tłumów a częściej zaplanowanym i opłaconym działaniem wpływowych środowisk, które mogą mieć dalekosiężne skutki polityczne (np. euromajdan w Kijowie).

W Anglii zabronione jest dzisiaj posiadanie noża w miejscu publicznym. W słynnej już na cały świat historii Polak bronił się w Londynie przed terrorystą za pomocą kła wieloryba i gaśnicy. W ten sam sposób będą bronili się nasi rodacy nad Wisłą w razie zamachów, poważnego kryzysu, zamieszek, niewydolności struktur państwowych lub konfliktu zbrojnego. Każdy z tych scenariuszy jest możliwy i prawdopodobny. Chcielibyśmy żeby każdy Polak mógł być na taką sytuację gotowy. Również Ty.

Dlatego Fundacja Ad Arma działa na rzecz powszechnego prawa do posiadania broni przez Polaków oraz możliwości ich użycia w sytuacji zagrożenia. Wskazujemy, że każdy obywatel powinien mieć możliwość swobodnego dostępu zarówno do współczesnej jak i historycznej broni palnej aby bronić siebie, swoich bliskich lub osób postronnych a także szkolić się w celu poprawiania swoich umiejętności strzeleckich. Dzięki temu będziemy mogli realnie przejąć odpowiedzialność za bezpieczeństwo swoje jak i naszej ojczyzny.

Zachęcamy do wsparcia tej działalności: https://adarma.pl/wesprzyj/

Broń ratuje życie, kto obroni broń przed urzędnikami?!

Broń ratuje życie, kto obroni broń przed urzędnikami?!

Prosimy o pomoc w zgromadzeniu materiałów

Zwracamy się do wszystkich naszych Sympatyków z prośbą o pomoc w zgromadzeniu materiałów do nowego raportu Fundacji Ad Arma, nad którym obecnie pracujemy.

Potrzebujemy materiałów źródłowych dotyczących norm w-f w SZ RP w latach 1914-2020.

Poszukujemy rozporządzeń MON / instrukcji SZ RP/PRL, rozkazów Szefa SG WP itp. materiałów mających cechy dokumentu normatywnego (dziennik urzędowy, sygnatura, rok wydania itp.) oraz zawierających takie dane jak: wymagane normy poszczególnych konkurencji podczas sprawdzianu z w-f z zakresem ocen, podział na grupy wiekowe, płeć, rodzaj służby, specjalność wojskową itp., metodę oceny, organizację sprawdzianu.

Materiały mogą dotyczyć następujących formacji SZ RP: wszystkich w czasie IWŚ (np. Błękitna Armia gen. Hallera, Legiony Piłsudskiego itp.), SZ II RP, wszystkich IIWŚ (PSZ na Zachodzie, PSZ na Wschodzie), organizacji partyzanckich w okupowanej RP podczas IIWŚ, SZ RP/PRL 1944-2010 (od 2010 r. są dostępne).

Dokumenty mogą dotyczyć wszystkich rodzajów służby wojskowej tj. żołnierzy zawodowych (służba stała, kontraktowa, nadterminowa itp.), zasadniczej służby wojskowej (poborowi), kandydatów na żołnierzy zawodowych, kandydatów na słuchaczy szkół wojskowych, chętnych do WOT, NSR itp.

Interesują nas oryginalne wydawnictwa, oryginalne wydruki, elektroniczne wersje dokumentów (np. pdf) oraz wskazanie linków do źródeł dostępnych w internecie.

Będziemy wdzięczni za wskazanie, wypożyczenie lub udostępnienie nam powyższych materiałów. Fundacja może je również odkupić po rozsądnych cenach (np. oferowanych na Allegro.pl).

Jak powinno wyglądać prawo o broni w Polsce?

Zachęcamy do obejrzenia i udostępnienia swoim znajomym rozmowy z Jackiem Hogą, w której prezes Fundacji Ad Arma odpowiada na takie pytania jak:

– dlaczego rząd chce ograniczać prawo do posiadania broni?
– jak powinno wyglądać prawo w Polsce?
– w jakim kierunku powinny iść zmiany?
– na czym polega praktyczne prawo do życia?

A ponadto w rozmowie m.in. o aktualnej sytuacji związanej z zamieszkami w USA, dostępie do broni wojskowej i groźnych skutkach rejestracji broni palnej.

Strzelajmy razem, czarnoprochowiec dla Darczyńcy

Strzelajmy razem, czarnoprochowiec dla Darczyńcy

Brak decyzji najgorszą decyzją – do czego doprowadziła polityka zakupowa w Wojsku Polskim?

Prawie dziesięć lat temu testy poligonowe przeszedł demonstrator technologii polskiego czołgu lekkiego Anders. Gdy dzisiaj tego typu uzbrojenie wprowadzają do swoich sił zbrojnych m.in. Chiny i USA, Polska wciąż nie ma nowoczesnych czołgów podstawowych, czy choćby właśnie lekkich ani możliwości ich krajowej produkcji.

Kilka dni temu amerykańskie koncerny zbrojeniowe przedstawiły dwa prototypy nowych czołgów lekkich, które będą rywalizować o przyjęcie do U.S. Army. Ponad rok temu, tego typu nowe uzbrojenie w postaci lekkiego czołgu Typ 15 oficjalnie wprowadzono do wojsk lądowych Chin. Była to odpowiedź na plany rozwoju sił zbrojnych Indii, które rozważały uruchomienie programu opartego o polskiego Andersa.

Anders to projekt wielozadaniowej platformy autorstwa Ośrodka Badawczo-Rozwojowego Urządzeń Mechanicznych z Gliwic. Jego testy bojowe przeprowadzono na poligonie jesienią 2010 roku a ich wyniki były bardzo obiecujące. Funkcjonalny demonstrator technologii stworzono za cenę dwudziestu milionów złotych, podczas gdy w krajach zachodnich koszty takich konstrukcji wynoszą nawet kilkaset milionów dolarów.

Anders w wersji lekkiego czołgu był uzbrojony w armatę kalibru 120 milimetrów zdolną zwalczać współczesne czołgi. Posiadał pasywny pancerz odporny na każdy rodzaj broni, o sile za małej do zniszczenia czołgu podstawowego, jednak jego zniszczenie nie byłoby problemem dla dedykowanych środków przeciwpancernych. Uzyskał on w ten sposób dużo niższą masę, a co za tym idzie większą dzielność terenową i potencjalną mobilność operacyjną, natomiast do jego zniszczenia nadal trzeba by było angażować środki przeciwpancerne. Miał również zaproponowane dwa nowoczesne systemy ochrony aktywnej. Platforma Anders umożliwiała także konstrukcję pojazdu w wersji bojowego wozu piechoty, pojazdu rozpoznania inżynieryjnego lub wozu dowodzenia.

Pomimo tak niezwykle obiecujących początków, zarzucono prace nad dalszym rozwojem tego projektu. W międzyczasie chiński odpowiednik Andersa wszedł do służby w tamtejszych siłach zbrojnych, a amerykanie już wkrótce rozpoczną testy własnych prototypów.

“Już 10 lat temu staliśmy przed historyczną szansą wdrożenia do polskiej armii nowoczesnego i wielozdaniowego pojazdu własnej konstrukcji. Mógł nam on zapewnić własne możliwości produkcyjne, nowe zdolności bojowe i niezależność logistyczną. To wszystko zostało pogrzebane a z cennych doświadczeń nie skorzystaliśmy. Obecnie inne państwa poszły tą drogą, zwiększając w ten sposób własne bezpieczeństwo” – komentuje sprawę Andersa Jacek Hoga, prezes Fundacji Ad Arma. “Polska płaci setki milionów dolarów przemysłom zbrojeniowym obcych państw, głównie USA, kupując od nich sprzęt wojskowy bez przetargów i negocjacji. W tym samym czasie do kosza wyrzuca się własne projekty, które zdobywają uznanie za granicą. Co więcej, kluczowe dla obronności Polski systemy uzbrojenia zostały niemal całkowicie uzależnione od logistyki innych państw – np. F16 i F35 od USA a czołgi Leopard od Niemiec. Z uwagi na sprzeczne interesy na arenie międzynarodowej oraz brak jedności w ramach NATO, może to poskutkować ograniczeniem lub nawet brakiem możliwości użycia tego sprzętu wojskowego w razie zagrożenia bezpieczeństwa Polski. Doskonale widać to na przykładzie ciągnącej się w nieskończoność modernizacji polskich Leopardów, które w połowie swej ilości nie mogą obecnie posłużyć nawet do szkolenia, nie mówiąc o braku możliwości użycia ich w razie rozpoczęcia konfliktu. Odpowiedzią na te problemy mógł być kierunek rozwoju zapoczątkowany przez badania na projektem Anders. Ktoś zdecydował inaczej, a wojska zmechanizowane, będące podstawową siłą wojsk lądowych, pogrążają się w coraz głębszym kryzysie sprzętowym” – podsumowuje Hoga.

Jak bardzo w Polsce nie szanuje się praktycznego prawa do życia?

Jeden z serwisów informacyjnych opublikował przedwczoraj reportaż na temat sprawy z Katowic, gdzie miesiąc temu aresztowano mężczyznę i postawiono mu zarzut usiłowania zabójstwa za obronę siebie i swojej żony przed uzbrojonymi napastnikami, do których strzelał z broni czarnoprochowej.

O sprawie media pisały już miesiąc temu. Według jednej z relacji, tuż po wyjściu z domu mężczyznę i jego żonę zaatakowało dwóch uzbrojonych w pałki i kastety napastników, którzy wcześniej już raz pobili mężczyznę i grozili mu śmiercią. Wywiązała się walka, w trakcie której kobieta doznała obrażeń. Mężczyzna oddał 3 strzały ostrzegawcze z rewolweru czarnoprochowego, który miał przy sobie, po czym postrzelił jednego z agresorów w nogę i uciekł wraz z żoną do domu.

Niektóre portale podają inną wersję wydarzeń, wedle której to strzelający z czarnoprochowca mężczyzna miał sprowokować całą sytuację.

Nie znamy szczegółów tej sprawy. Jeśli mężczyzna faktycznie działał w obronie, to mamy kolejny przypadek potwierdzający jak bardzo w Polsce nie szanuje się praktycznego prawa do życia. Jak często państwo myli obrońcę z napastnikiem.

Cały obecny system jest skonstruowany tak aby upodlić praworządnych Polaków i traktować ich jak kryminalistów i bandytów. W starożytnym Rzymie czasów republiki niewolnicy, których nazywano “mówiącymi narzędziami”, mieli prawo do posiadania broni i jej użycia w przypadku zagrożenia. W Polsce AD 2020 dostęp do współczesnej nam broni obwarowany jest absurdalnymi i nielogicznymi restrykcjami, których celem jest odstraszenie uczciwych obywateli od jej posiadania. W tym samym czasie przestępcy, którzy z definicji nie przestrzegają prawa, nie mają problemu ze zdobyciem nielegalnej broni. Umożliwiono nam co prawda posiadanie broni konstrukcyjnie pochodzących z XIX wieku lub starszych, ale już ich użycie w obronie własnej automatycznie robi z nas bandytów. Podobnie z resztą jak w przypadku użycia jakiejkolwiek innej broni, noża czy technik samoobrony.

Jak podają media, w sprawie mężczyzny z Katowic konieczna jest analiza biegłego aby stwierdzić, że na rewolwer czarnoprochowy nie jest potrzebne pozwolenie. Na urzędowe potwierdzenie oczywistego faktu właściciel broni poczeka w areszcie, po czym będzie zmuszony tłumaczyć się ze swoich czynów. Dzieje się tak gdyż państwo uzurpuje sobie monopol na stosowanie siły. W 2017 roku z trybuny sejmowej mogliśmy usłyszeć słowa wiceministra MSWiA Jarosława Zielińskiego, który mówił, że: “za bezpieczeństwo obywateli odpowiada państwo. Nie sam obywatel odpowiada za swoje bezpieczeństwo, tylko państwo i stosowne służby państwowe, które to państwo powołuje.”. Innymi słowy – jesteśmy systemowo ubezwłasnowolnieni jeśli chodzi o nasze zdrowie i życie oraz osób nam powierzonych. Stosowne służby, o których mówił minister, to m.in. policjanci, którzy w niektórych rejonach Polski masowo oblewają obowiązkowe egzaminy ze strzelania (np. w Poznaniu 70% funkcjonariuszy w 2019 r.). Nic dziwnego, skoro na trening jednego policjanta przypada raptem kilkadziesiąt naboi rocznie. Dla człowieka napadniętego na ulicy jedynym możliwym ratunkiem są więc jego własne umiejętności, posiadana broń lub osoby postronne. Tymczasem cały system w postaci ludzi, ustaw, rozporządzeń, przepisów, praktyki stosowania, interpretowania i wykonywania prawa skazuje swoich obywateli na śmierć lub kalectwo, gdyż zabrania de facto podjęcia walki z napastnikiem, który chce odebrać nam życie, mienie lub zdrowie.

“Strzelanina w mieście X”, “bójka na ulicy Y” – czytamy nagłówki w mediach. Pod tymi budzącymi grozę i złe skojarzenia hasłami często kryje się tragedia uczciwego obywatela, który bronił siebie lub kogoś innego. Z punktu widzenia “troskliwego” państwa oraz sprzyjających rozbrojeniu mediów, użycie rewolweru w samoobronie jest kwalifikowane jako wzięcie udziału w “strzelaninie” a uderzenie atakującego nas napastnika pięścią z udziałem w “bójce”. Innymi słowy – ktoś użył przemocy bez zezwolenia ze strony państwa. Nie ważne, że była to ofiara, która walczyła o swoje życie.

Wina za taki stan rzeczy leży przede wszystkim po stronie formacji moralnej i intelektualnej sędziów, prokuratorów, policjantów, urzędników i polityków. Dlatego oprócz zmian w prawie potrzeba długiej pracy u podstaw w celu przekonania społeczeństwa do zmiany przekonań wdrukowanych w ludzkie umysły przez lata propagandy. Jednocześnie, niezależnie od skali nieludzkiego postępowania organów państwa i jego administracji, potrzeba odważnych Polaków, którzy będą gotowi przejąć odpowiedzialność za bezpieczeństwo siebie, swoich bliskich oraz nieznanych sobie osób postronnych.

Będziemy bezpieczni tylko wtedy, gdy będziemy wolni. Jeżeli chcemy tę wolność odzyskać, musimy zacząć od siebie. Od uświadomienia sobie, że użycie siły w celu obrony jest czynem słusznym i godziwym. Do tego zachęcamy jako Fundacja Ad Arma.

W powyższym temacie przypominamy także komentarz video pt. “Monopol na przemoc”:

Powstał pierwszy raport o reakcji organów RP na kryzys COVID-19

Fundacja Ad Arma opublikowała raport, w którym zestawiono zaangażowanie Sił Zbrojnych RP w kryzys wywołany COVID-19 z zaangażowaniem wojska w wybrane sytuacje kryzysowe z przeszłości, takie jak powódź stulecia z 1997 r. Wnioski z raportu wskazują na regres zdolności antykryzysowych RP oraz nieprzygotowanie państwa do kryzysu o rozmiarach większych od obecnego, szczególnie gdyby miał on charakter militarny.

“Tabele kryzysowe” to najnowszy raport Fundacji Ad Arma, w którym zestawiono wsparcie dla administracji państwowej wygenerowane przez Siły Zbrojne RP podczas wybranych sytuacji kryzysowych: zimy z 1978/79 r., powodzi z 1997 r., powodzi z 2010 r. oraz koronawirusa COVID-19 z 2020 r.

Już na samym początku autorzy raportu wskazują na niepokojące trudności związane z tworzeniem tego typu publikacji. Praktycznie nie istnieją bowiem poważne i rzetelne opracowania zawierające dane, liczby, koszty i inne fakty dotyczące wydarzeń kryzysowych z nie tak odległej przecież przeszłości. Wiemy więcej np. o lądowaniu w Normandii w 1944 r. niż o ewakuacji przez SZ RP ok. 74 tys. obywateli podczas powodzi w 1997 r. – zauważa Fundacja. Dlaczego do tej pory nie zostało to podsumowane? Dlaczego tak ważne dla całego kraju wydarzenia nie są tematami prac licencjackich, magisterskich i doktorskich na tak modnych ostatnio kierunkach jak bezpieczeństwo państwa? – zastanawiają się autorzy raportu.

Dokonana przez Fundację Ad Arma analiza dostępnych materiałów i źródeł wskazuje na regres obecnych zdolności antykryzysowych RP w porównaniu do możliwości, które Polska posiadała jeszcze dwadzieścia lat temu. Dla przykładu, w trakcie powodzi w 1997 r. w akcji brało udział ok. 50 000 żołnierzy, co stanowiło ok. 25% ówczesnego stanu Sił Zbrojnych RP. W ocenie Fundacji nawet tak duże zaangażowanie nie pozbawiło wówczas SZ RP zdolności do realizacji podstawowych zadań militarnych. Z kolei w trakcie kryzysu COVID-19 wiosną 2020 r. SZ RP wydzieliły do akcji jedynie ok. 7% stanu ewidencyjnego, czyli ok. 9 000 żołnierzy.

Z jednej strony wskazuje to na skalę sytuacji kryzysowej w oczach rządzących. Z drugiej strony nasuwa się pytanie, czy w razie potrzeby możliwe byłoby dzisiaj wydzielenie do akcji antykryzysowych 20-30% stanu osobowego SZ RP, bez jednoczesnej utraty możliwości obrony kraju przed zagrożeniem militarnym? Zdaniem Fundacji, byłoby to zapewne nierealne bez konieczności powołania rezerwistów, którzy z kolei od ponad 10 lat nie są szkoleni i przygotowywani na alarmowe mobilizacje. Na tak nagły wzrost etatów nie jest także przygotowana baza logistyczna. Autorzy raportu wskazują więc na poważny spadek dyspozycyjności personelu oraz instytucji RP do obrony kraju.

Na podstawie analizy wybranych sytuacji kryzysowych, danych i liczb zebranych w raporcie oraz obserwacji kierunku zmian Sił Zbrojnych RP wysunięto tezę, iż kryzys militarny średniego i dużego rozmiaru spowodowałby obciążenie SZ RP przekraczające możliwości bieżącej logistyki i w sposób istotny ograniczające zdolności SZ RP już w początkowej fazie takiego kryzysu.

Raport zwraca również uwagę na improwizację w zarządzaniu kryzysem COVID-19, przejawiającą się m.in. brakiem zastosowania ustawy o zarządzaniu kryzysowym oraz zignorowaniem wcześniej przygotowanych planów, procedur i struktur decyzyjnych. Stanowi to poważny sygnał ostrzegający przed możliwością nasilenia się tego typu zachowań w trakcie kryzysu militarnego. W ocenie Fundacji, jedną z przyczyn takiego zjawiska jest fatalna sytuacja systemu Obrony Cywilnej państwa. Ad Arma wskazuje w tym miejscu na wnioski z raportów Najwyżej Izby Kontroli z lat 2012 i 2018, według których w Polsce nie istnieje skuteczny system ochrony ludności. Przyczyną takiego stanu rzeczy są, według NIK, m.in. wieloletnie zaniedbania oraz anachronizm organizacyjny OC. NIK zauważyła też, że aż 29% kontrolowanych szefów OC województw, powiatów i gmin w ogóle nie powołało na swoim terenie formacji obrony cywilnej.

W końcowej ocenie Fundacji, kryzys COVID-19 obnażył słabość, niefunkcjonalność i nieskuteczność utrzymywanego sytemu w obliczu sytuacji wymagającej nieporównywalnie mniej zasobów niż prowadzenie działań wojennych. Poprzednie kryzysy już dawno powinny być dokładnie opisane a wnioski z nich wyciągnięte powinny zostać przełożone na realne działania usprawniające, których owoce powinniśmy dzisiaj oglądać. Zdaniem Fundacji, naprawę państwa postanowiono jednak zastąpić dobrym pijarem i kolejnymi zapewnieniami, że wszystko będzie dobrze. Efekty tych decyzji odczuwa dziś całe społeczeństwo. Zamiast skutecznego nadzoru nad podległymi sobie instytucjami i wyciągnięcia konsekwencji wobec nieudolnych urzędników, władza wprowadziła nadzór totalny nad zwykłymi obywatelami, na których sypią się wielotysięczne kary finansowe za samotne spacery po parku. Tak właśnie wygląda sposób na radzenie sobie z kryzysem w Polsce 2020 – podsumowuje wnioski z nowego raportu Fundacji Ad Arma.

Pełną treść raportu “Tabele kryzysowe. Zestawienie wsparcia dla administracji RP generowanego przez SZ RP podczas wybranych sytuacji kryzysowych” można pobrać ze strony:

https://adarma.pl/wp-content/uploads/2020/04/tabele_kryzysowe_raport.pdf

Fundacja Ad Arma

Pomóż nam wybrać okładkę książki

Na stronie zonageopolityki.pl trwa głosowanie na okładkę nowej książki Jacka Hogi, prezesa Fundacji Ad Arma. Chyba najlepiej prezentuje się wariant w samym środku. Co Państwo sądzą?

Głosowanie